Dzisiaj jest piątek, 20 października 2017
Pobierz Alib CyMeS 7.0 za frikoBlogerze, nie bądź frajerem!Jak nie tracić czytelników bloga
Czy warto pisać kontrowersyjne teksty?

Czy warto pisać kontrowersyjne teksty?

niedziela, 2016-10-161265blogowanie, content marketing

Nie od dziś wiadomo, że ludzie lubią się sprzeczać i dotyczy to każdego, nie tylko hejterów, którzy szukają dziury w całym dla samej zasady. Można to wykorzystać, żeby zwiększyć aktywność czytelników pod wpisem na blogu lub postem na Facebooku.

Mroczny gość pochodzi z banku zdjęć Fotolia

Na pewno świetnie to wykorzystał Sherlock w S1E3 podczas rozwiązywania sprawy Janus Cars. Pamiętacie, jak rozmawiał z żoną „zaginionego” faceta?

Mi czasami też się to udaje, chociaż jest to raczej przypadek niż celowe działanie. Faktem jednak jest, że merytoryczny i wyczerpujący wpis o negocjacjach przeszedł raczej bez echa (pierwsze komentarze pojawiły się długo po publikacji) a inne popularne pod względem czytelnictwa wpisy (zobaczcie linki na dole strony) też są rzadko komentowane. Za to wpis o wkurzających klientach podbił na kilka dni internet i wyrobił półroczną normę statystyk. Ludzie udostępniali sobie wpis na potęgę, chociaż głównie po to, żeby po mnie pojeździć :)

Komentarzy też było dużo więcej, chociaż obecnie widać tylko część, bo wtedy działał jeszcze mój autorski plugin do komentarzy, którego jakiś czas temu go wyłączyłem.

W każdym razie łatwo wyciągnąć z tego wniosek, jaki rodzaj postów generuje większe zaangażowanie czytelników.

Nie ważne jak mówią, byle by nie przekręcali nazwiska

Polubić go mogą osoby na poziomie umysłowym wyborców PIS
Zatweetuj

To popularne podejście w niektórych środowiskach (zwłaszcza celebrytów) ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony faktycznie robi szum wokół osoby, z drugiej nie zawsze (a raczej bardzo rzadko) jest on pozytywny. Nieprzekręcanie nazwiska ma tu akurat najmniejsze znaczenie. Doskonałym przykładem jest Jason Hunt, znany kiedyś jako Kominek (swoją drogą ciekawe, dlaczego tak naprawdę zerwał z przeszłością i zaczął od początku, hmm...). Swego czasu zrobił wokół siebie sporo niefajnego szumu tworząc więcej wrogów niż zwolenników. O ile polubić go mogą osoby na poziomie umysłowym wyborców PIS o tyle ktoś reprezentujący wyższy poziom już niekoniecznie. Rozmawiałem kiedyś o nim z naprawdę wartościowymi ludźmi i wszyscy byli zgodni co do jednego, że nie warto iść tą drogą. Teraz może jego gwiazda świeci jasno, ale wkrótce się wypali i to będzie jego koniec. Budując solidne podstawy swojej marki (trwa to na pewno dłużej i wymaga więcej pracy) mamy pewność, że nie się nie skończymy.

Nie zachęcam do przesadzania z chamstwem, wulgarnością i innymi mocno negatywnymi działaniami, żeby tylko znaleźć się w centrum uwagi. Można za to zrobić:

Celowy błąd

Znalazłem kiedyś taką radę w kilku miejscach i to właśnie wykorzystał Sherlock we wspomnianym odcinku. U nas może to być literówka w tytule czy leadzie, mały błąd logiczny lub merytoryczny. I faktycznie do takich rzeczy ludzie się czepią najchętniej. Wyciągną nawet tak daleko idący wniosek, że skoro autor zrobił literówkę, to automatycznie nie zna się na niczym, nawet na opisywanym temacie. Byłem świadkiem kilku takich akcji i naw sam stałem się ich ofiarą.

Niemniej to... działa! Ludzie podają sobie link do wpisu bo „zobacz jaki debil, nawet pisać nie potrafi” a tym czasem statystyki rosną, zasięgi zwiększają, Google doceniają.

błąd

Błąd pochodzi z banku zdjęć Fotolia

Przy okazji zauważyłem świetny sposób na Wykop. Wystarczy poruszyć jakiś temat a potem przez kila akapitów pozornie mu zaprzeczać aby potem przejść do sedna. Żaden z wykopowiczów nie dotrze do tego miejsca, tylko skupi się na tym, że autor pisze bzdury, sam sobie zaprzecza a w ogóle to odbiega od tematu. W taki sposób (chociaż też nieumyślnie) moje dwa wpisy zostały najpierw zakopane, potem pobudziły dyskusję (głównie hejterską), w końcu zostały porządnie wykopane. Opłaciło się :)

No a gdzie ta kontrowersja?

Skoro żaden wykopowicz tutaj nie dotarł, to świetnie :)

Sprawa jest delikatna, bo balansujemy na cienkiej linie i możemy spaść tam, gdzie spada wspomniana większość celebrytów. Chociaż to też dużo zależy od szczęścia. Jeden zniszczy sobie markę na wieki wieków, inny za to samo zostanie trochę zjechany i tyle. Ja, przyznaję bez bicia, często ryzykuję i za wiele moich Facebookowych postów osoby bardziej publiczne miałby nieźle przerąbane. Dobrze, że ja nią jeszcze nie jestem.

ryzyko

Ryzykantka pochodzi z banku zdjęć Fotolia

Zaczęli opisywać cały PRL, który był jaki był, ale gimby nie znajo
Zatweetuj

Czasami pozwalam sobie na teksty bardziej kontrowersyjne (wspomniane wkurzanie grafika) albo nie do końca zgadzające się z prawdą lub takie na które większość ludzi ma odmienny pogląd. Te jednak publikuję nie na blogu a na swoim Facebookowym profilu. Jeśli napiszę lub udostępnię coś zwykłego i oczywistego, chociaż nie wiadomo jak mądrego, dostanę najwyżej kilka lajków i na tym się skończy. Co innego z tematami całkiem odbiegającymi od poglądów większości z nas (czyli głównie polityki, bo to drażliwy temat).

Od jakiegoś czasu raz w miesiącu udostępniam tego samego mema o 500+ (znajdziecie go sobie bez problemu). I zawsze dostaję cała masę komentarzy, że to nieprawda, że bzdura, że wyssane z palca. Tym razem komentujący wyszli daleko poza problem w nim poruszony i zaczęli opisywać cały PRL, który był jaki był, ale gimby nie znajo. Tymczasem tam chodziło o jeden konkretny problem :)

Podobnie jest z każdym postem dotyczącym 500+, uchodźców, podatków, ZUSu itp.

Czy to nie jest zbyt ryzykowne?

Prawdę mówiąc nie zauważyłem. Ani mnie Facebook nie zbanował ani znajomi się nie wykruszyli. Kilku sam bez żalu usunąłem i zablokowałem, gdy zaczęli być najzwyczajniej wulgarni w swoich komentarzach. Jeśli więc nie naruszacie regulaminu Facebooka, to ten nic Wam nie zrobi. Za to weźmie pod uwagę duży ruch pod postem i w nagrodę zwiększy zasięgi kolejnych. Myślę, że gra jest warta świeczki.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na