
Odpowiedź jest w zasadzie oczywista i osoby czytające tylko wstępniaki zaraz mnie zrównają z ziemią (płaską) w komentarzach. Pozostałych zapraszam do lektury.
Fotografa wygenerował ideogram.ai
Ona w zasadzie nigdy nie umarła i jako nisza ma się dobrze, skierowana głównie do fascynatów i hipsterów (podobnie jak X-Pro3 ze schowanym ekranem). Ciekawe, że coraz więcej osób sięga po to medium, mając do dyspozycji bez porównania lepszą pod każdym względem fotografię cyfrową. Dlaczego?
Najczęstsze tłumaczenie, to zmuszanie do myślenia, tylko 36 klatek, brak podglądu po zrobieniu zdjęcia. Czyli generalnie ograniczenia, jakie za sobą niesie. Jest co prawda kilka zalet, o których zaraz napiszę, ale w większości przypadków są one całkowicie niwelowane.
Żeby było śmieszniej, fotografią analogową jarają się głównie amatorzy, którzy nawet nie opanowali podstaw fotografii, sądząc zapewne, że inne medium ukryje brak umiejętności. Albo wprost twierdzą, że analog nauczy ich robić lepsze zdjęcia. Otóż nie. Gdyby tak było, wszyscy pstrykacze ze starszego pokolenia, wychowani na analogu, byliby świetnymi fotografami. A tak nie jest. Ja sam zacząłem progresować dopiero niedawno robiąc nie setki, a tysiące zdjęć, które nic mnie nie kosztują.
Zawodowcy w większości przypadków zgodnie twierdzą, że do analogu nie wrócą, bo nie ma sensu. O kilku wyjątkach od tego też zaraz napiszę.
Żeby nie było niejasności, cały czas piszę o małoobrazkowym filmie 35mm, bo to ma tutaj istotne znaczenie.
Ja znalazłem jedną (no, poza samą frajdą robienia zdjęć starym aparatem). Rozpiętość tonalna kliszy i tolerancja, która faktycznie wciąż jest większa niż w matrycach. Uratujesz zdjęcia prześwietlone i niedoświetlone na etapie robienia odbitek.
Jest jednak jedno istotne ALE. Wiele osób nie robi odbitek, tylko albo skanuje, albo digitalizuje przy pomocy przystawek do aparatów cyfrowych. I wtedy cała ta zaleta znika. Co więcej, jakość zdjęć jest o wiele gorsza niż gdyby robić od razu aparatem cyfrowym. Więc to taka trochę sztuka dla sztuki.
No dobra, na siłę znalazłem jeszcze jedną (chociaż wątpliwą) zaletę, którą amatorzy wychwalają. „Analogowy” wygląd zdjęć, zwłaszcza na wyższych czułościach, gdzie cyfrowy szum wygląda bardzo nieładnie. To jednak już dawno się zdezaktualizowało, a w Lightroom można spokojnie uzyskać jeszcze bardziej analogowy efekt. Polecam też paczkę pluginów NIK COLLECTION, które dają zdjęciom jeszcze więcej analogowej mocy. No i koniec końców aparaty Fujifilm, które dzięki matrycy X-Trans dają jeszcze bardziej analogowe zdjęcia prosto z puszki.

Fotografa wygenerował ideogram.ai
Jak wspomniałem, powyższe rozważania dotyczą aparatów małoobrazkowych, które kiedyś faktycznie robiły różnice, bo aparaty miały maksymalnie APS-C, a FF było wyłącznie w sferze marzeń. Teraz pełna klatka (ciekawe, że w cyfrze to pełna klatka, a w analogu mały obrazek) jest dostępna za niewielkie pieniądze w zasadzie dla każdego. Mając to samo, co w analogu, tylko lepsze pod każdym względem, chyba wiadomo, co powinien wybrać człowiek rozumny.
Sprawa się trochę komplikuje przy średnich formatach.
W świecie cyfrowym ceny są ogromne, w dodatku często ten „średni format” jest mniejszy od analogowego. Oczywiście ten w eksploatacji jest droższy niż mały obrazek, ale za to ma niezaprzeczalne zalety:
Moim zdaniem jest jedna taka sytuacja. Kiedy masz do zrealizowania projekt (najczęściej artystyczny), który da się wykonać wyłącznie średnioformatowym aparatem analogowym (ze względu właśnie na tę plastykę), a następnie zrobisz OD RAZU duże odbitki na wystawę. Tak zrobiło kilku moich znajomych i efekt naprawdę powala. Być może kiedyś i ja sięgnę po to medium, kiedy będę miał już sprecyzowany cel. I jeśli zmarnuję kilka klatek, to z powodu błędów technicznych, a nie dlatego, że pstrykam sobie dla samego pstrykania i nie wiem, co chcę tym osiągnąć.





