Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

049 - Co ze mną będzie?

niedziela, 2016-06-05581

Dotarłem zaledwie do połowy wagonu, kiedy oślepiło mnie mocne światło latarki. Konduktor. Ciekawe, gdzie oni wszyscy byli pół godziny temu, kiedy trzeba było jakoś zapanować nad spanikowanymi pasażerami. Pewnie sami gdzieś trzęśli dupami ze strachu. Ale teraz proszę, znowu na służbie. I raczej nie wyglądał, jakby chciał nieść pomoc komukolwiek. Wręcz przeciwnie.

Poczułem, jak miękną mi nogi. Miałem wrażenie, że tą latarką prześwietla mnie tak dokładnie, że widać broń i pot ściekający po plecach. A nawet myśli. Zresztą kto ich tam, Ruskich, wie. Podobno różne eksperymenty robili, takie mentalne również. Bez względu na to, czy rozumiał po polsku, strach na pewno wyczuł. I oby go tylko powiązał z niedawnymi wydarzeniami i niczym więcej.

Skierował mnie z powrotem do przedziału. Z wiadomych względów wolałem z nim nie dyskutować, więc pokornie zawróciłem. Wszedł do środka razem ze mną i poświecił latarką dookoła. Chwilę dłużej zatrzymał się na rozbitym laptopie Tomasza.

- Gdzje twoj drug? - zapytał w końcu.

- Ja nie znaju - odpowiedziałem zgodnie z prawdą wzruszając ramionami. W sumie to sam chciałbym to wiedzieć, dodałem w myślach.

Konduktor zajrzał jeszcze do malutkiej łazienki (że też sam na to wcześniej nie wpadłem, przecież Tomasz mógł po prostu odpłynąć na sedesie), coś pomruczał pod nosem, w końcu wyszedł zamykając drzwi. Jak się okazało, w taki sposób, że nie mogłem ich otworzyć od środka. Zrezygnowany usiadłem na łóżku. Szlag by to...

Nagle zapaliło się światło. Było to tak niespodziewane, że aż krzyknąłem. Zacisnąłem oczy,  namacałem wyłącznik i przełączyłem w tryb nocny. Ten był o tyle lepszy od awaryjnego, że przynajmniej można się było odlać bez przyświecania telefonem. Z czego zresztą skorzystałem.

Wyglądało na to, że byłem uwięziony. I chociaż poza Niną, nie miałem za bardzo powodu wychodzić, to jednak poczułem się niefajnie. I tu pojawiło się bardzo ważne pytanie. Czy to zamknięcie miało jakiś związek z Tomaszem? Dlaczego miałem irytującą wręcz pewność, że to on maczał palce w zatrzymaniu pociągu i strzałach, które słyszałem?

Pewnie dlatego, że tak naprawdę niewiele o nim wiedziałem poza kilkoma ogólnikami na potrzeby książki, o których zresztą sam mi powiedział. A przecież to wcale nie musiało być prawdą. Dotarło do mnie, że nie byłem z nim na żadnym spotkaniu biznesowym, nie poznałem żadnych jego znajomych, nie mówiąc już o wspólnikach czy kontrahentach.

Uwierzyłem mu (a raczej jego pieniądzom) i teraz co?  Nie wiedziałem, gdzie jest i co robi a ja siedziałem zamknięty w przedziale i nie mogłem znikąd oczekiwać pomocy czy nawet wsparcia duchowego. A myśli uporczywie krążyły wokół tego, jak bardzo miałem przejebane. Bo skoro podróżowaliśmy razem, to nie trzeba być Holmesem, żeby uznać mnie za wspólnika, cokolwiek by to nie znaczyło... Chociaż nie. Chyba właśnie tylko Holmes wiedziałby, jak jest naprawdę.

Pistolet pod pachą nie dodawał mi punktów niewinności, wprost przeciwnie. Zdjąłem szelki, rozładowałem Walthera i schowałem wszystko z powrotem do łóżka. Chyba byłoby lepiej, gdybym całkiem się tego pozbył (wyrzucenie pudełka przez okno to kwestia kilku sekund), ale jakoś nie mogłem się na to zdobyć. Powoli dopuszczałem do siebie tę straszną myśl, że broń może być mi jednak jeszcze potrzebna.

Bond na pewno coś by wymyślił w takiej sytuacji, ale... ja nie byłem Bondem. W sumie to nawet do końca nie wiedziałem, w jakiej sytuacji się znajduję. Nie wiedziałem nic. Czułem, że zaczynam wpadać w panikę i nie byłem w stanie spokojnie myśleć o jakimś rozwiązaniu. Po głowie tłukło mi się tylko gorączkowe „co ze mną będzie?”.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na