Dzisiaj jest niedziela, 19 listopada 2017

058 - Całkiem fajna bryka

wtorek, 2016-12-2093

Jak się okazało, sklep również w środku wyglądał jak polskie supersamy w latach 80-tych. Brudne półki, bure opakowania produktów, łypiące nieprzyjaznym okiem kasjerki w fartuchach i czepkach, które kiedyś może były białe, ale to było dawno i nieprawda. Przynajmniej sklep był samoobsługowy i nie trzeba było wchodzić z nimi w interakcję więcej niż to konieczne. One same również nam się nie narzucały, ale cały czas czułem na sobie czyjś wzrok.

Ja rozumiem, że można oszaleć w sklepie odzieżowym czy obuwniczym, ale w spożywczym?
Zatweetuj

Wzięliśmy duży, metalowy koszyk na skrzypiących kółkach i ruszyliśmy między półki. Nina wpadła chyba w jakiś szał zakupów i zaczęła zgarniać z półek zupki, batony, dwie duże zgrzewki soku, paczkowaną wędlinę i ser, kilka chlebów, worek ziemniaków i inne warzywa... Nie spodziewałem się, że jest aż tak głodna! Ja rozumiem, że można poszaleć w odzieżowym czy obuwniczym, ale w spożywczym?

- Czy to trochę nie za dużo jak na śniadanie? - spytałem sprawdzając na opakowaniach termin przydatności do spożycia. Niektóre wyglądały, jakby leżały tu od czasów powstania tego sklepu. Odłożyłem podejrzanie wyglądający ser i jedną paczkę ciastek.

- To na drogę - wyjaśniła Nina. - Będziemy jechać z dala od ludzi i sklepów. Tylko ty i ja. Cieszysz się? - uśmiechnęła się zalotnie, chociaż było w tym chyba więcej przekory. A ja nie wiedziałem, czy bardziej mnie to cieszyło czy krępowało, więc tylko wzruszyłem ramionami.

Wkrótce cały koszyk wypełniliśmy po brzegi. Zapłaciłem gotówką od Tomasza i wyjechaliśmy z całym towarem przed sklep. Gdy ja zastanawiałem się, jak my to wszystko zapakujemy do dwóch plecaków, Nina wygrzebała ze stosu kilka batonów.

- Zjedz na razie to, porządne śniadanie będzie później - wyjaśniła siadając na gzymsie pod oknem. Klapnąłem obok niej.

Ta, jasne, śniadanie. Chyba późny obiad albo nawet kolację. O ile wcześniej nie padniemy z głodu. Żeby jak najdalej odsunąć w czasie tę ewentualność, pochłonąłem szybko dwa batony i popiłem sokiem.

Siedzieliśmy tak chwilę a niebo niemal już całkowicie pociemniało i w oddali słychać już było pierwsze grzmoty. Zaraz też zaczęło padać. Niewielka i stara markiza ledwo chroniła nas i prowiant. Przysunęliśmy koszyk do samej ściany, żeby jedzenie nie zmokło za bardzo, bo zgnije, zanim zdążymy zjeść chociaż połowę. Przynajmniej jeśli chodzi o tę świeższą część. A może by tak kupić kilka reklamówek i przepakować to wszystko?

Nie doszło jednak do realizacji tego śmiałego i szalonego planu, bo pod sklep zajechał zielony terenowy mercedes. Wyskoczył z niego ogromny facet obrany podobnie jak Nina. Zrobił z nią niedźwiedzia, potem przywitał się ze mną prawie miażdżąc mi dłoń, przez co ledwie dotarło do mnie, że ma na imię Borys.

Tak trochę po babsku, tylko one patrzą głównie na kolor a ja na kształt
Zatweetuj

Rozprostowując pogniecione palce przyjrzałem się samochodowi. Nie jestem jakimś szczególnym fanem motoryzacji, nie podniecają mnie pojemności silnika i osiągi, nie mam nawet prawa jazdy. Ale muszę przyznać, że to cacko mi się bardzo podobało. Tak trochę po babsku, tylko one patrzą głównie na kolor a ja na kształt. Jeśli to jest ten samochód, którym mamy jechać dalej, to zajebiście.

Przenieśliśmy szybko zakupy do bagażnika i weszliśmy do środka. W końcu mogłem przetrzeć okulary, bo deszcz lał już równo i niewiele widziałem. Przydałyby się takie małe wycieraczki.

Borys z Niną usiedli z przodu, dla mnie zostało miejsce z tyłu. Kurcze, już się zdążyłem przyzwyczaić do myśli, że będziemy sami. Nie żeby coś tam, ale trzy osoby to jednak już tłum. A skoro oni byli dobrymi znajomymi, to ja zacząłem się czuć, jak piąte koło u wozu. Zwłaszcza, że jak tylko ruszyliśmy, zaczęli o czymś gadać szeptem. Domyśliłem się, że rozmowa nie była przeznaczona dla moich uszu, więc nawet nie próbowałem podsłuchiwać.

Ułożyłem się wygodnie. Skoro jestem dla nich tylko towarem, to po prostu nim będę, niech mnie wiozą byle do celu. Cokolwiek planowali, postanowiłem przynajmniej się wyspać. Zanim jednak pozwoliłem sobie odpłynąć, zawinąłem dwa razy szelki od plecaka wokół ręki. Tak na wszelki wypadek.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na