Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

034 - Boję się latać, ale...

wtorek, 2015-12-01565

Dokładnie o siódmej zadzwonił Tomasz z informacją, że czeka na dole. Ciekawe, czy faktycznie tak idealnie się wstrzelił, czy może był wcześniej i czekał z telefonem. W sumie mi też czasami udawało się utrafić co do minuty na umówioną godzinę. Zszedłem na dół i oddałem klucz do recepcji. Tomasz siedział w taksówce przed wejściem.

Pogoda zapowiadała się wyśmienicie, było trochę chmur, ale raczej z tych białych, kłębiastych. Samo niebo było błękitne a słońce dawało po oczach. Tomasz miał stylowe Ray Bany a ja zatęskniłem do przyciemnianych nakładek na szkła korekcyjne.

Na Lotnisku Chopina czekał już na nas samolot. Odprawa była szybka, w końcu byliśmy jedynymi pasażerami tego lotu. Ze wstydem muszę przyznać, że latania boję się prawie tak samo jak jazdy windą, nie mówiąc już o pająkach. A ile mam jeszcze fobii, z których nawet nie zdaję sobie sprawy? Jednak w tym wypadku podniecenie lotem było dużo silniejsze niż lęk. Zwłaszcza takim samolotem.

Przy wejściu czekał na nas kapitan. Przywitał się z nami i zaprosił na pokład. Był nieco zakłopotany naszym przybyciem. Nie spodziewał się nas tak wcześnie.

Musieliśmy więc poczekać. Wszystkie loty, nawet prywatne, określone są specjalnymi rozkładami.  Rozumiecie, obciążenie obsługi kontroli lotów, korytarze powietrzne i wiele innych spraw o których nawet nie mam pojęcia. Niefajnie byłoby się znaleźć się z innym samolotem w tym samym miejscu i czasie.

Nasz nie był duży, raptem cztery miejsca dla pasażerów, luk bagażowy i kabina pilotów. To tłumaczyło brak stewardessy, po prostu nie było dla niej miejsca. Zresztą mała strata. Nie należeliśmy do ludzi, którzy nie mogą się bez niej obejść.

Przez kilkanaście minut chłonąłem atmosferę luksusowego wnętrza maszyny. Czułem się jak dziecko dziecko będące pierwszy raz w Disneylandzie. W sumie tam pewnie też cieszyłbym się jak dziecko. No ale przepraszam. Nie wiem, jak Wy, ale ja nieczęsto mam okazję latać prywatnym odrzutowcem?

Tomasz dyplomatycznie powstrzymał się od komentarzy. Możliwe, że jego pierwszy lot wyglądał podobnie. Nalał nam po szklaneczce whisky. Chwilę potem kapitan przez interkom poprosił nas o zapięcie pasów i zgaszenie papierosów (niepotrzebnie, bo obaj jesteśmy niepalący), poinformował o pogodzie panującej w górze oraz trasie i czasie trwania lotu. Następnie życzył przyjemnej podróży i wyłączył się.

- Za spokojny lot - Tomasz wzniósł toast. Stuknęliśmy się i po szybkim opróżnieniu szklanek zapięliśmy pasy. Samolot zaczął kołować na pas startowy a potem wznieśliśmy się w powietrze.

To był mój trzeci lot samolotem. Za każdym razem podczas startu i lądowania zamykałem oczy wyobrażając sobie, że jestem gdzie indziej. Tym razem postanowiłem udawać, że mnie to nie rusza i obojętnym wzrokiem (nawet nie wiecie ile mnie to kosztowało) wyglądałem przez okno, tylko ręce mocno zaciskałem na oparciach fotela. Tomasz tego na szczęście nie widział.

Pomijając strach, jest to naprawdę zajebisty etap lotu. Wszystko jest przechylone, widoki rewelacyjne (przynajmniej poniżej pułapu chmur) a przyspieszenie kapitalnie wciska w fotel. Potem wszystko się wyrównało i wtedy się rozluźniłem.

Przypomniałem sobie rozmowę z Ryszardem na wieczornym piwie. Trochę marudził, że wkręcam go w coś za czym niedobrego, ale jakoś bez większego przekonania. Chyba wstępne negocjacje honorarium go satysfakcjonowały. Miałem nadzieję wrócić na końcowe i wiążące ustalenia. Temat był tak samo kuszący jak książka Tomasza, ale w razie czego wszystko przekażę Ryszardowi, na pewno sobie poradzi.

Wyjrzałem przez okno. Lecieliśmy na tyle wysoko, że trudno było cokolwiek rozpoznać. Miasta i drogi nie wyglądają tak samo jak na mapie, nawet po przełączeniu w tryb satelity. Z tej wysokości mogłem co najwyżej zgadywać, czy widzę las czy jakieś miasto. Nawet granice nie były oznaczone. Jakąś godzinę później włączył się interkom. Kapitan miał raczej ponury głos.

- Bardzo panów przepraszam, ale musimy zmienić plany. Właśnie się dowiedziałem, że nie możemy lecieć ustalonym wcześniej korytarzem do Kazachstanu i będziemy lądować w Moskwie.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na