
Długo na to czekaliśmy, ale w końcu jest program, który realnie może zagrozić pakietowi graficznemu od Adobe. Zapowiada się interesująco i groźnie (dla Adobe).
Affinity miało być Adobe killerem już 10 lat temu, kiedy to firma Serif wypuściła Designera, a w późniejszych latach Photo i Publishera. Programy były jednak bardzo niedoskonałe, we wczesnych fazach rozwojowych i chociaż im kibicowałem, to po kilku uruchomieniach odpuszczałem sobie zabawę. Programy były bardzo wolne, często niestabilne, ze skomplikowanym interfejsem i niską zgodnością z pakietem Adobe, który w branży graficznej jest standardem.
W międzyczasie program przejęła Canva, firma od softu on-line o tej samej nazwie, skierowanego do amatorów. Przyznaję, że postawiłem na tym krzyżyk zakładając, że Affinity również stanie się amatorskie. Nie, żebym miał coś przeciwko, ale jestem inną grupą docelową.
Kilka dni temu znajomy (dzięki Danielu!) opublikował na FB post, że Canva wypuściła Affinity Studio za free, w dodatku integrując 3 programy w jednym, dzięki czemu nie trzeba się przełączać tworząc np. folder do druku. Odpaliłem i…
Oniemiałem!
To było coś zupełnie nowego i ze starym programem łączyła tylko nazwa. Oczywiście nie od razu się w nim zakochałem. Podchodziłem raczej sceptycznie, chociaż już na pierwszy rzut oka widać było ogromny krok naprzód. Rzuciłem więc okiem drugi i trzeci raz.
Program jest mały, jak na zintegrowanie 3in1 - to tylko 1,5GB (sam Photoshop ma o wiele więcej). Działa bardzo szybko, o wiele płynniej od wcześniejszych wersji i nie zamula nawet na dużych plikach, gdzie Adobe potrafi już nieźle lagować, nawet na wyświetlaniu niskiej jakości. Na próbę odpaliłem sobie plik z jedną grą karcianą, gdzie są setki osadzonych grafik i z którą praca w InDesignie jest udręką. W Affinity po pierwszym otworzeniu co prawda musiałem poczekać kilka minut na wygenerowanie podglądów, ale potem… No bajeczka.
Każda edycja jest błyskawiczna i w czasie rzeczywistym pokazuje efekty np. zmiana fontu, wielkości, interlinii. Zero opóźnień. Nawet krzywe koloru działają przyjaźniej, a w tej kwestii zawsze stawiałem Adobe za wzór.
W dodatku jest ta słynna możliwość powiększania dokumentu nawet do ponad 3000000000%. Nie wiem, po co to komu, ale fajnie, że jest. W Illustratorze to zaledwie 6400% i często jest to za mało.
Wszystkie narzędzia działają tak samo bez względu czy pracuję na bitmapach, wektorach czy składam publikację do druku. W końcu to jeden program. W Adobe męczące są różnice w działaniu między różnymi programami np. obsługa tekstu czy edycja wektorów.
Nie oszukujmy się. Wciąż jest mało intuicyjny, zwłaszcza dla kogoś, kto ponad 20 lat pracował na sofcie Adobe. Młodzi pewnie nie będą mieli z nim takiego problemu. Są trochę inne narzędzia, inna klawiszologia (na szczęście wszytko można przedefiniować pod siebie).
Panele są duże zabierając wiele cennego miejsca na pole robocze. W dodatku nie da się ich zwinąć do wąskiego paska ikon, jak w Adobe. Mam nadzieję, że w kolejnych wersja zostanie to poprawione. Można co prawda klawiszem TAB ukryć wszystko i pracować na „gołej kartce”, ale to bez sensu.
W tłumaczeniach interfejsu na razie brakuje języka polskiego z naciskiem na „na razie”.
Za to są ogromne możliwości konfiguracji niemal wszystkiego (łącznie z ikonami). Można tworzyć własne zestawy narzędzi i paneli do konkretnych zadań. Są też duże możliwości prostej konfiguracji samego dokumentu oraz plików do eksportu i oczywiście zapisywać presety. Ciekawostką jest obliczanie w czasie rzeczywistym wielkości eksportowanego pliku, dzięki czemu od razu wiemy, która opcja zwiększy lub zmniejszy wagę.

Z zaskoczeniem stwierdzam, że jest spora, chociaż oczywiście nie w 100%. Bez problemu da się otworzyć pliki z Photoshopa i Illustratora. Natywnego formatu InDesigna nie rusza, ale IDML jak najbardziej. To właśnie tutaj musiałem poczekać na wygenerowanie podglądów, bo IDML ich nie przechowuje. Affinity bez problemu odczytał wszystkie podlinkowane grafiki. Po zapisaniu do własnego formatu odczyt jest już szybki, a działanie płynne.
Wiadomo, że Affinity nie otworzy wszystkich niedestrukcyjnych filtrów, których sam nie posiada. Ale podstawowe warstwy dopasowania z Photoshopa, efekty, czy obiekty inteligentne bez problemu. W ogóle to jest tu chyba więcej filtrów i efektów, tak rastrowych, jak i wektorowych. Ciekawe jest tworzenie masek i tu Affinity wyprzedza Adobe o lata świetlne.
Moduł Develop służy do korekcji kolorów i wywoływania RAWów. Trochę jak ACR, ale bezstratnie i w każdej chwili można do niego wrócić i poprawić to i owo. Niestety nie da się go porównać do Lightrooma czy Luminara. Tutaj pracuje się zawsze na pojedynczym pliku.
Ten moduł wydaje mi się najciekawszy, bo niejako spina w całość wektory i bitmapy. Możliwościami przypomina bardziej QuarkXPressa niż InDesigna, a jednocześnie nie przytłacza nadmiarem funkcji. W każdym razie tyle mogę stwierdzić po dwóch dniach zabawy. Ale na pewno nie ostatnich.
Podobno są problemy z próbkami kolorów, które zamiast w CMYKu, są w HSL. Ale jak się okazało, to nie próbki tylko ich nazwy. Nie ma stratnej konwersji przez przestrzeń Lab, jak w Adobe. Próbki albo są od razu w CMYKu, albo bardzo ładnie konwertują się do 2, maksymalnie 3 składowych. Utworzona przeze mnie próbka też miała nazwę w wartościach HSL (to oczywiście można dowolnie zmieniać), ale zachowała wartości CMYK, więc chyba nie było konwersji.
Program nie obsługuje jeszcze polskiego języka, zwłaszcza przenoszenia. Ale 5 minut szukania i okazuje się, że wystarczy skopiować 3 pliki słownikowe z Libre Office. Podejdę do tego sceptycznie i zanim zaufam, będę się przyglądał poprawności działania. Wolałbym jednak, żeby obsługa języka polskiego była dodana natywnie. Najlepiej razem ze spolszczeniem interfejsu.
Jestem zaskoczony optymalizacją i poprawnością plików PDF. Acrobat do niczego się nie przyczepił. Ciekawe, co będzie w drukarni. Może zaryzykuję…
Muszę przyznać, że w ciągu 10 lat Affinity dogoniło wiekowe Adobe, a pod niektórymi względami przegoniło. Już nie będę się przyglądał z zaciekawieniem, tylko popełnię kilka projektów i zobaczę, jak się sprawuje. Jeśli kolejne wersje nadrobią wspomniane wyżej braki, to jest spora szansa, że będę się sukcesywnie przenosił. Przyda się, jeśli Adobe całkiem zablokuje możliwość aktywacji i pracy na CS6.
Jak wspomniałem na początku, Affinity jest całkiem za darmo. Trzeba tylko założyć konto na stronie Canvy, ale taki znak czasów, że niemal każdy program tego wymaga, nawet darmowy.
Można też wykupić abonament i zwiększyć możliwości programu o funkcje AI, ale czy każdy tego potrzebuje?





