Dzisiaj jest środa, 28 czerwca 2017
Ile za zlecenie czyli jak wycenić własną pracę?Andy Design Studio Graficzne w LublinieAdobe Stock
Załóż firmę w Irlandii #2

Załóż firmę w Irlandii #2

poniedziałek, 2017-02-130

W poprzednim wpisie nadgryzłem nieco zagadnienie prowadzenia własnej firmy, a konkretnie różnice między Polską a Irlandią. Dziś przyjrzyjmy się kilku szczegółom, które sprawiają, że własny biznes na Wyspach prowadzi się o wiele prościej niż nad Wisłą.

Czytaj poprzednią część wpisu

Przypomnę, że w pierwszej części wymieniłem:

  • niską (jedną z najniższych w Europie) stawkę CIT
  • prostsze przepisy fiskalne
  • luźniejsze podejście lokalnej Skarbówki do spóźnialskich płatników
  • minimalizację papierkowej roboty
  • niższe koszty obsługi księgowej

Co jest jeszcze fajnego w Irlandii?

W odróżnieniu od Polski, w #Irlandii płacimy #podatek wyłącznie od tego, co faktycznie weszło na #konto firmowe
Zatweetuj

Kolejna ogromna różnica to brak kosztów fiskalnych w przypadku braku dochodu. W odróżnieniu od Polski, gdzie ZUS płacimy co miesiąc niezależnie od tego, czy zarobiliśmy (oraz ile zarobiliśmy), w Irlandii płacimy podatek wyłącznie od tego, co faktycznie weszło na konto firmowe.

Wyjątkiem od tej reguły są firmy, które płacą VAT: tu obowiązek podatkowy powstaje z chwilą wystawienia faktury, ale też nie w każdej sytuacji tylko w jakichś konkretnych przypadkach - nie znam szczegółów, zainteresowanych odsyłam na www.revenue.ie.

Jeżeli w danym miesiącu mamy kiepskie obroty, zapłacimy malutki podatek. I odwrotnie. Jedyne, co trochę „swędzi”, to opłacenie księgowego, który bierze stałą kwotę niezależnie od tego czy mieliśmy dochód, czy nie. Ale jak już nadmieniłem jest to kwota stosunkowo niewielka. Pozostawiając sensowny „bufor bezpieczeństwa” na firmowym koncie bez problemu przetrwamy dwa czy trzy miesiące bez dochodu. A jak się okaże, że nasza firma ma naprawdę słabe perspektywy na najbliższe pół roku czy więcej, możemy ją, bez żadnych dodatkowych opłat, przestawić w tryb „dormant” (po naszemu: „uśpiony” – chodzi o zawieszenie firmy), co oznacza „wyłączenie” firmy bez jej likwidacji. Nie mamy wówczas prawa wystawiać faktur, ale też nie mamy żadnych kosztów. Dalej mamy dostęp do firmowego konta bankowego, księgowy się od nas „odczepia” i mamy „wakacje”. A jak się potem nagle znajdzie pierdylion klientów, „wybudzenie” firmy nic nie kosztuje i trwa jeden dzień.

Teraz trochę szczegółów w zakresie formy prawnej, jaką nasza firma może przyjąć. Zasadniczo mamy trzy opcje:

  1. Sole trader: jeżeli planujemy zarabiać nie więcej niż €37500 euro rocznie (usługi) lub €75000 rocznie (dobra zbywalne) wówczas możemy zarejestrować się jako „Sole trader” czyli po naszemu dosłownie „Pojedynczy handlowiec” - to najprostsza i najbardziej powszechna forma samozatrudnienia w Irlandii.
  2. Jeżeli planujemy (albo nie planujemy, ale nas rynek pozytywnie zaskoczy) zarabiać więcej, wówczas mamy obowiązek zarejestrowania się jako płatnik VAT i stajemy się automatycznie spółką z o.o. czyli wedle lokalnego narzecza Limited company. Wiąże się to z obowiązkiem zatrudnienia księgowego („tax agent”) oraz paroma innymi obowiązkami, którymi jednak nie należy się przejmować, ponieważ zajmie się nimi księgowy.
  3. Jeżeli wreszcie NIE chcemy mieć własnej firmy, ale chcemy móc korzystać z różnych dobrodziejstw płynących z jej posiadania (paradoks? niekoniecznie...), możemy skorzystać z usług tzw. Umbrella company czyli firmy-parasolki, która w zamian za część naszych przychodów zajmie się rozliczaniem nas zarówno przed klientem (przychód) jak też Revenue (podatki itd). Zaleta jest taka, że co prawda formalnie jesteśmy zatrudnieni przez firmę-parasolkę na etacie, ale możemy legalnie rozliczać koszty prowadzenia działalności (telefon, sprzęt do pracy, rachunki za prąd, gaz itd), co często pozwala znacznie obniżyć podatek. Wada to odrobinę mniejszy przychód, ponieważ parasolka pobiera swój kawałeczek tortu (różnie, na ogół między 3 a 10%). Ponadto większość parasolek wymusza podpisanie klauzuli o konkurencji: jeżeli odejdziemy od parasolki „na swoje”, przez 2-3 lata nie mamy prawa pracować dla klientów, dla których pracowaliśmy „spod parasolki”. Co prawda egzekwowalność tej klauzuli jest bardzo dyskusyjna, no ale jednak.

Z mojego punktu widzenia, jako że siedzę przez całe życie w branży IT, szczególnie cenna jest możliwość wrzucania w koszty wszelakich szkoleń oraz materiałów szkoleniowych (książki, kursy on-line itd). Dzięki temu mam dostęp do materiałów szkoleniowych praktycznie za pół ceny.

Na koniec trochę o przekrętach

Niektórzy nagminnie wrzucają w kategorię „lunch biznesowy” zakupy spożywcze dla całej rodziny

Ponieważ można legalnie rozliczać koszty prowadzenia biznesu, a jednym z takich kosztów jest lunch biznesowy z potencjalnym przyszłym klientem lub z partnerem w biznesie, słyszałem o ludziach (kontraktorach IT), którzy nagminnie wrzucają w kategorię „lunch biznesowy” zakupy spożywcze dla całej rodziny. Paragony z Tesco, Lidla i innych sieciówek lądują w systemach księgowych ich firm jako koszty prowadzenia działalności. Revenue co prawda nie ma wystarczająco dużej ilości ludzi do pracy, żeby wszystkie takie przypadki wyłapać, ale jednak kontrole się zdarzają i wtedy można fest beknąć. Osobiście nie polecam...

XpilPiotr. Człowiek po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant (Irlandia, od 2006). Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Dużo czyta (głównie SF). Ateista. Nie głosuje. Nie uznaje telewizji, uwielbia matematykę. Wali prosto z mostu. Gra na gitarze, harmonijce ustnej, flecie, akordeonie i fortepianie. Lubi planszówki. Słucha bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. Prowadzi bloga xpil.eu.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na