Strona głównaFacebookTwitterInstagramRSS
Dzisiaj jest piątek, 28 kwietnia 2017
Blogerze, nie bądź frajerem!Rozdzielczość druku wielkoformatowegoPoznaj historię przyszłego milionera
Księgowa jest na urlopie

Księgowa jest na urlopie

poniedziałek, 2015-03-160

Wesoły księguś pochodzi z banku zdjęć Fotolia

Zapewne znacie ten tekst, bo nieraz słyszeliście go od klienta, który opóźniał się z płaceniem faktur. Ja kilka dni temu usłyszałem go ponownie i o mało co nie zabiłem klienta śmiechem.

Księgowa zwinęła całą kasę i uciekła na Jamajkę
Zatweetuj

Żeby nie było, nie usłyszałem go kolejny raz od tego samego klienta, ale w rozmowach pojawia się na tyle często, że znam go na pamięć. W sumie to można by się zastanowić, nad niezwykle pechowym zbiegiem okoliczności, że zawsze kiedy wysyłamy faktury do klienta, to księgowe akurat wtedy biorą urlopy albo chorują. Swoją drogą, to znam osobiście sporą garstkę księgowych i wiem, że o ile zachorowanie im się czasami zdarza, tak urlopy biorą bardzo rzadko, bo mają niesamowite poczucie obowiązku, zresztą odpowiadają za finanse firmy. Co więcej, duże firmy mają zazwyczaj backup w tej kwestii. Tymczasem o "mali klienci" rozliczają się ze mną od ręki (często gotówką), tak duże opóźniają temat jak mogą np. "wysyłając księgowe na urlopy" :)

Czasami się zastanawiam, czy ci wszyscy managerowie nie ukończyli tego samego kursu wciskania kitu i czy naprawdę sądzą, że ktoś tą bzdurę łyknie. Mogliby chociaż wymyślić bardziej wiarygodną historyjkę np.

  • "Księgowa zwinęła całą kasę i uciekła na Jamajkę, ale jej samolot niespodziewanie zniknął w okolicy Trójkąta Bermudzkiego"
  • "W firmę uderzył meteoryt, nieszczęśliwie zabijając księgową i niszcząc wszystkie faktury"
  • "Terroryści postawili sobie za cel zniszczenie wszystkich firmowych dokumentów"
  • "Szefowi objawił się Wielki Cthulhu i powiedział, że nie ma sensu niczego płacić, bo niedługo i tak zniszczy całą ludzkość"

Ale urlop? No litości!

W firmę uderzył meteoryt, nieszczęśliwie zabijając księgową i niszcząc wszystkie faktury
Zatweetuj

Drugim wkurzającym zwyczajem jest oczywiście brak reakcji na e-maile, telefony, SMS-y. Ciekawe, że dzwoniąc z innego numeru, zawsze się dodzwaniamy. I wtedy dowiadujemy się właśnie o problemach zdrowotnych księgowej. Na szczęście często pomaga jeden krótki SMS informujący, że sprawa została przekazana firmie windykacyjnej. Zazwyczaj jeszcze tego samego dnia kasa pojawia się na koncie :)

Najbardziej wkurzające jest jednak ustalanie sobie przez klienta terminu płatności faktury. Im większa firma, tym te terminy są odleglejsze. Swoją drogą to zawsze mi się wydawało, że o tym decyduje wykonawca, ewentualnie temat dogadywany jest na samym początku. Tymczasem bywa, że po przesłaniu faktury, paniusia dzwoni i orzeka, że oni mają takie i takie terminy. Pół biedy jak zadzwoni, ale często dowiaduję się o tym dopiero, gdy ja zadzwonię z ponagleniem płatności. No kurwa. Ciekawe, że nie działa to w moim spożywczaku. Nie, na zeszyt nie chcą dawać. Oczywiście po "ich terminie płatności" trzeba jeszcze kilka razy się przypomnieć, żeby w końcu zapłacili z opóźnieniem. Taką historię miałem kilka lat temu z jednym z dużych polskich browarów. Co ciekawe, znajomy na FB napisał, że też miał takie przewałki z jakimś browarem. Odważnie zaryzykuję stwierdzenie, że to mógł być ten sam browar.

A może w takim razie iść do tego browaru, wziąć kilka (-naśccie, lub -dziesiąt) skrzynek ich towaru a przy kasie stwierdzić, że mamy zwyczaj realizować faktury z miesięcznym terminem, a potem wyjechać na urlop, wziąć chorobowe albo wyjechać na Jamajkę omijając Trójkąt Bermudzki, bo po co ryzykować?

Spodobał Ci się wpis? Udostępnij go w Social Media:
Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na