Dzisiaj jest czwartek, 24 sierpnia 2017
Adobe StockJAK wkurzyć grafika (i nie tylko)Od blogera do millionera
Kilka smaczków z ogłoszeń

Kilka smaczków z ogłoszeń

środa, 2014-03-196474własny biznes, na luzie

Jako że prowadzę własną firmę, staram się być na bieżąco z potrzebami klientów. Subskrybuję więc kilka serwisów ogłoszeniowych, tak więc dostaję na e-mail różne zapytania ofertowe czy ogłoszenia o przetargach. I prawdę mówiąc jestem totalnie zniechęcony.

Jak najszybciej znaleźć jelenia do wykonania projektu? Ogłosić przetarg lub konkurs i obiecać gruszki na wierzbie
Zatweetuj

Teoretycznie jest to super sprawa. Nie trzeba szukać zleceń, wystarczy przeczytać co potencjalny klient oczekuje i zgłosić chęć współpracy. Niestety teoria rzadko pokrywa się z praktyką i nie byłoby tego wpisu gdyby wszystko działało zgodnie z planem. Ja rozumiem, że ogłoszeniodawca też człowiek, ale czasami odnoszę wrażenie, że wszyscy się zmówili, żeby popełniać te same błędy. A jakie są najczęściej?

  • Braki w ogłoszeniu. Totalny minimalizm. Ja rozumiem, że klient może się nie znać na technologii (w końcu od tego ja jestem), ale często nawet nie pisze czego chce, bo po co? Dzięki temu ogłoszenie wygląda tak: „Zlecę wykonanie strony internetowej. Oczekuję poważnych ofert cenowych.” No ja już poważnie pędzę i w szczegółach opisuję co i za ile zrobię. No jak tu być poważnym, skoro przy takich „dokładnych” informacjach strona kosztuje od zera do nieskończoności. Zresztą już o tym kiedyś pisałem).
  • Oczekiwania. Wiadomo, że każdy szuka jak najkorzystniejszej oferty, ale litości! Oczekiwać „serwisu aukcyjnego podobnego allegro tylko trochę innego” z przeznaczonym budżetem w wysokości 500zł, to chyba jakiś żart. I znowu pytanie, jak tu być poważnym? Jeszcze zrozumiałbym to, gdyby zapytanie pochodziło z ZPN, ale to nieco poważniejszy portal i wydawałoby się, że jego użytkownicy również.
  • Totalny brak kontaktu. Niemal zawsze trzeba dopytać o jakieś szczegóły (np. czy ta strona to faktycznie jedna strona czy raczej portal). Dobrze jak jest numer telefony lub e-mail, bo bywa, że tego brakuje. Tylko co z tego, kiedy telefon głuchy a wysyłane e-maile idą chyba w kosmos? Co śmieszne. Ten sam zleceniodawca regularnie miesiąc w miesiąc daje to samo ogłoszenie. Trudno się dziwić, że nie ma chętnych wykonawców.
  • I na koniec przetargi czyli nieco bardziej rozbudowana i oficjalna metoda poszukiwania wykonawcy. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie kryterium, którym niemal zawsze jest wyłącznie cena. Przy czym osoby tym się zajmujące mają raczej niewielkie pojęcie o tym co robią. Bo jeśli na dane zlecenie większość zgłoszeń opiewa przykładowo w okolicy 10000zł a ktoś zgadza się zrobić to samo za 1000zł to chyba coś tu nie gra. W większości przypadków nie pokrywa to nawet kosztów własnych wykonawcy. Oczywiście ta osoba wygrywa a jakiś czas później ta sama firma (gmina, urząd, organizacja itp.) znowu szuka wykonawcy. Ja rozumiem, że są ludzie, którzy wolą uczyć się na własnych błędach niż cudzych (może ich stać), ale tu akurat nie widać żadnej poprawy, bo... znowu jedynym kryterium jest cena i znowu wygrywa oferta najniższa i zabawa zaczyna się od nowa :)
Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na