Dzisiaj jest sobota, 24 czerwca 2017
Blogerze, nie bądź frajerem!Sklep z koszulkamiRozdzielczość druku wielkoformatowego
Gwiezdne Wojny przebudziły moc wrażeń

Gwiezdne Wojny przebudziły moc wrażeń

poniedziałek, 2016-01-040

Baner pochodzi ze strony StarWars.com

Czy film jest tak dobry jak pierwsza, 30-letnia trylogia czy może płytki jak humor Jar-Jara? Który z bohaterów powinien wrócić do Hogwartu? I kim tak naprawdę jest Rey? Uwaga, będą spojlery.

Do kina poszedłem tuż przed świętami otrzymując w prezencie prawie prywatny seans, bo co to jest 9 osób? Niech żałują ci, który pchali się na premierę. Kilka dni różnicy nie zrobiło a przyjemność oglądania zupełnie inna.

Prawdę mówiąc do filmu podchodziłem z dużą dozą niepewności. Bo wiecie: Disney, mało zachęcające trailery (mnie osobiście nie porwały), jeszcze mniej zachęcające pierwsze recenzje, całkiem nowy reżyser. I co najważniejsze: dla wielu z nas pierwsza trylogia jest wzorem, do którego można co najwyżej dążyć. Czy to się udało?

Jednym ruchem zniszczono całe dotychczasowe Uniwersum Gwiezdnych Wojen

Disney anulował wiele lat ciężkiej pracy pisarzy i całego fandomu
Zatweetuj

Jestem fanem, ale nie fanatykiem. Filmy znam na pamięć, w książki się już nie wgłębiałem. Mimo to zaskoczyła mnie informacja, że Disney tak beztrosko anulował wiele lat ciężkiej pracy pisarzy i całego fandomu. Jakby to powiedział klasyk: „cały misterny plan w pizdu”. Zakładam, że to dlatego, żeby wiele wątków pozostało dla nas tajemnicą i nie dało się łatwo odpowiedzieć na pytanie:

Kim jest Rey?

To chyba największa zagadka. Niemal każde forum tematyczne ma swój wątek z setkami mniej lub bardziej prawdopodobnych spekulacji. Dla mnie najbardziej atrakcyjna jest wersja, że to wnuczka Obi-Wana Kenobiegocórka Luke'a Skywalkera. Czy to możliwe? Owszem. Co prawda zalatuje mocno Modą na Sukces, ale i tak fajniejsze niż gdyby była kimś zupełnie z zewnątrz. I nie przeszkadza mi to, że na pierwszy rzut oka stawia Luke'a w złym świetle. Pamiętajcie, żeby nie oceniać zbyt szybko.

Nowy Porządek i Ruch Oporu

Rozumiem, że Imperator nie żyje (chociaż może jednak nie do końca?), ale skoro są szturmowcy, istnieje idea, to po jaką cholerę zmieniać Imperium w Nowy Porządek? Moim zdaniem to było najgorsze posunięcie. W dodatku NP jest jakby żywcem wyjęte z nazistowskich Niemiec tylko ten Hitler jakiś taki niewydarzony i w dodatku chyba rudy. Co prawda Imperium też mocno nawiązywało do tego klimatu (np. strojami oficerów), ale tutaj przegięli.

Nowy Porządek czy nazistowskie Niemcy?
Zatweetuj

Co do Ruchu Oporu to też dziwna sprawa. Zakończenie Powrotu Jedi jednoznacznie wskazywało na to, że Imperium zostało zgniecione raz na zawsze a ewentualne niedobitki mogą co najwyżej próbować przywrócić dawną siłę. Tym bardziej że ostatni Jedi stoi po jasnej stronie mocy. Tymczasem po 30 latach okazuje się, że nic się nie zmieniło a rebelianci cały czas się ukrywają jak szczury. I to do tego stopnia, że nic nie wiedzieli (a przynajmniej bardzo niewiele) o nowej stacji bojowej. Dopiero Han Solo uświadamia ich, że jest wielokrotnie większa od Gwiazdy Śmierci. No sorki, ja wiem, że galaktyka jest wielka, ale żeby przez tyle lat skutecznie ukrywać coś tak potężnego? Przy takim działaniu wywiadu nie dziwię się, że ciągle dostają po dupie. A może po prostu Ruch Oporu został zahibernowany jak R2D2?

A może dla rozluźnienia pokolorujesz Sokoła Millenium?

Kylo Ren powinien wrócić do Hogwartu

Tak przynajmniej twierdzi moja żona i trudno się z nią nie zgodzić. Chociaż mi osobiście bardziej przypominał młodego Holmesa z Piramidy Strachu (ktoś to jeszcze pamięta?). W każdym razie po zdjęciu maski poczułem (i chyba nie tylko ja) wielkie rozczarowanie. Ten dzieciak może mieć moc, może służyć Voldem... mrocznemu panu, ale na pewno nie powinien pełnić swojej funkcji na stacji bojowej. I w sumie bardzo dobrze, że Hux nie dawał sobie w kaszę dmuchać. Prawdę mówiąc w ciemnej uliczce wolałbym już spotkać Kyle'a niż Huxa. To jest prawdziwy człowiek Imperium... przepraszam, Nowego Porządku.

Co wnosi Poe Dameron?

W zasadzie nie ma mu co zarzucić. Pojawia się trochę na początku, trochę pod koniec. Ot trzecioplanowa rola jednego z najlepszych pilotów Ruchu Oporu. A jednak strasznie mi zgrzytał. I co śmieszniejsze, nie mam pojęcia, co konkretnie mi w nim nie pasowało. Powiedzmy, że na początku musiał jakoś wprowadzić do akcji Finna. Ale potem? Wrócił chyba tylko po to, żeby nie było nam smutno, że tak szybko zginął :)

Akcja i efekty

Chociaż efekty 3D są dyskretne i nie tak wyraziste jak np. w Hobbicie, to uważam, że są wysmakowane i świetnie dodają głębi. W fotel może nie wciskają, ale jestem pewien, że w wersji 2D film dużo traci. No ale zobaczymy w wersji na DVD.

Walka na miecze to nie Taniec z Gwiazdami
Zatweetuj

Zajebiście mi się podobały sceny walk na miecze. Były minimalistyczne i konkretne a nie jakieś tańce i balety jak w epizodach I-III. Tu jest ważna skuteczność, za choreografię nikt punktów nie przyznaje. To nie Taniec z Gwiazdami.

Star Wars w czasie i przestrzeni

Film to nie serial

Niestety film, niczym pilot serialu, pootwierał sporo wątków, narobił wiele pytań i na koniec dał niewiele odpowiedzi. Tylko że co innego czekać na kolejny odcinek tydzień a co innego dwa lata (niektórzy mówią, że tylko 1,5 roku - ale to też dużo). Tak długi czas na 100% wygasi oczekiwanie a nawet może wzbudzić zniechęcenie. W międzyczasie może okazać się, że fandomowe spekulacje będą o wiele atrakcyjniejsze niż to co planują twórcy filmu.

Czy mi się podobało?

Od Gwiezdnych Wojen nie oczekuję niespodziewanych zwrotów akcji
Zatweetuj

Oczywiście! Mimo obaw, o których wspomniałem na początku, jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. I nie przeszkadzała mi przewidywalność, na którą tak wiele osób narzekało. Co więcej, bardzo na to czekałem. Totalne zaskoczenie widza nie zawsze jest dobre. Od Gwiezdnych Wojen nie oczekuję niespodziewanych zwrotów akcji, tylko raczej dobrej, pozytywnej historii. Może jestem dziwny, ale wręcz oczekiwałem kalek i nawiązań do wcześniejszych filmów. Przy kilku scenach żywcem wziętych z Nowej Nadziei uśmiechnąłem się, a gdy usłyszałem: „mam co do tego złe przeczucia”, obowiązkowo łyknąłem z butelki. Niestety nie było to piwo.

Dwie godziny filmu zleciało błyskawicznie. Prawdę mówiąc nie miałbym nic przeciwko temu, żeby wydłużyć go o kolejną rozszerzając niektóre wątki np. lot Sokołem Millenium do chwili spotkania z Hanem Solo albo poszukiwanie Rey w bazie Nowego Porządku. Niemniej już dawno tak dobrze się nie bawiłem w kinie. I piszę to ja, fan wychowany ja pierwszej, ponad 30-letniej trylogii, która jest dla mnie ideałem. Teraz prawie udało mu się dorównać i to „prawie” wynika w dużej mierze z sentymentu do starej trylogii.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na