Strona głównaFacebookTwitterInstagramRSS
Dzisiaj jest niedziela, 30 kwietnia 2017
Poznaj historię przyszłego milioneraJAK wkurzyć grafika (i nie tylko)Ile za zlecenie czyli jak wycenić własną pracę?
Freelancerka - cel czy etap przejściowy?

Freelancerka - cel czy etap przejściowy?

niedziela, 2011-07-310

Sztrzałka pochodzi z banku zdjęć Fotolia

Adam na warstwy.com poruszył ciekawy temat możliwości powrotu freelancera na etat. Wywiązała się w związku z tym dyskusja, w której i ja wziąłem udział. Tutaj postanowiłem to trochę rozwinąć i mam nadzieję, że Cię to zainteresuje.

Bardzo często ukazując wady i zalety bycia freelancerem z własną działalnością gospodarczą, robi się porównanie wyłącznie do pracy na etacie. Tymczasem Robert Kiyosaki w swojej książce „Biedny ojciec bogaty ojciec” przedstawił schemat zwany kwadrantem przepływu pieniędzy. Schemat ten składa się z czterech pól:

kwadrant przepływu pieniędzy

Więc tak:

  • E - pracownik etatowy - pracuje w zasadzie na swojego szefa i firmę, w której jest zatrudniony. Sam dostaje często marny procent od tego co tak naprawdę wypracuje. Rozumiem, że firma, czynsze, opłaty, inwestycje szefa. Niemniej często jego nowy samochód wydaje się być ważniejszy niż wypłata pensji w terminie. Nie oszukujmy się - to najgorszy sposób na dorobienie się czegokolwiek (o ile w ogóle można się czegoś dorobić). Przede wszystkim nie pracuje się na własną markę. Będąc małym trybikiem (nawet wysoko wyspecjalizowanym) tak naprawdę jest się nikim. Praca na etacie daje do tego złudne poczucie bezpieczeństwa finansowego. Jeszcze kilka (naście?) lat temu może i było bezpiecznie, ale teraz wylecieć może nawet najlepszy pracownik.
  • S - samozatrudniony czyli freelancer - prowadzi mały biznes i często jest samowystarczalny. Ewentualnie korzysta z outsourcingu (np. księgowość, druk czy inne rzeczy, których sam na co dzień nie robi). Jest to dobre dopóki wyrabia się z pracą. W przypadku większej ilości zleceń można pomyśleć o zatrudnieniu kogoś. Niestety samozatrudniony (z działalnością gospodarczą) płaci najwyższe podatki w stosunku do włożonej pracy. Ten sposób zarobkowania daje dużą niezależność i adrenalinę - nigdy nie wiadomo, kiedy i jakie zlecenie się trafi.
  • B - biznesmen czyli pracodawca - tu role się odwracają i można sobie odbić okres bycia pracownikiem. Podatki wciąż są wysokie, ale teraz na nie zarabiają pracownicy a przy okazji na nowe auto szefa. Niektórzy przeskakują etap samozatrudnienia i od razu zakładają firmę z pracownikami. Ale często okazuje się, że taka firma, nie mająca solidnych podstaw (renomy, klientów) szybko upada. Osobiście uważam, że do tego etapu warto przejść dopiero wtedy, gdy nie wyrabiamy się ze zleceniami i czujemy, że spokojnie możemy rozwinąć firmę.
  • I - inwestor - etap ostateczny. Tu pracują już same pieniądze. Naszą jedyną pracą jest umiejętne lokowanie pieniędzy, co często uważane jest za hazard, zwłaszcza grę na giełdzie. Ale nie zapominajmy, że do tego etapu dochodzi się latami. Przez ten czas można spokojnie się nauczyć sztuki inwestowania. Tu w zasadzie działalność gospodarcza nie jest już potrzebna. Owszem, można sobie opłacać jakiś składki zdrowotne, ale na pewno nie tyle, ile zabiera nam ZUS. A na emeryturę samemu zarobi się więcej niż jakikolwiek fundusz emerytalny. Poza tym jest dużo czasu na inne zajęcia (np. rozkręcenie kolejnego biznesu) lub dowolne hobby.

Jak widać bycie freelancerem (samozatrudnionym) nie jest najlepszym rozwiązaniem (chociaż i tak lepszym niż etat, na który nie wyobrażam sobie swoją drogą już powrotu) a na pewno nie powinien być etapem końcowym, ostatecznym. Oczywiście są osoby, które zawsze będą na etacie i osoby, które do końca życia będą z sukcesem freelansować (możliwe, że nawet ja). Ale to już indywidualne preferencje każdego z nas.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na