Dzisiaj jest niedziela, 25 czerwca 2017
Rozdzielczość druku wielkoformatowegoWięcej szczęścia niż rozumuJAK wkurzyć grafika (i nie tylko)
Dobry klient - prawda czy mit?

Dobry klient - prawda czy mit?

środa, 2015-10-210

Łapki pochodzą z banku zdjęć Fotolia

O złych klientach wylano już masę żółci, sam zresztą kilka razy dolałem oliwy do ognia na tym blogu, na Facebooku i w kilku innych miejscach. Tym razem dla odmiany chciałbym napisać o nich kilka dobrych słów. Jeśli uważasz, że nie ma dobrych klientów, koniecznie przeczytaj ten wpis, na pewno zmienisz zdanie.

Wbrew temu co sądzą o mnie hejterzy, nie płaczę nad swoim marnym losem i nie mam pecha wyłącznie do złych klientów. Wręcz przeciwnie. Jeśli tacy mi się trafiają to wyłącznie jednorazowo. Przy sobie trzymam tylko grupę stałych, naprawdę fajnych ludzi i nawet jeśli zdarzają się zgrzyty to jest to normalna rzecz. Z żoną też się czasami nie dogaduję.

Co pisałem z złych klientach?

Jak wkurzyć grafika - ten post kiedyś wygrał na dwa dni internety :)
Bezczelność potencjalnego klienta
Na każdym kroku ktoś chce nas wydymać
Zmiany po latach

O dobrych klientach pisze się rzadko

Może dlatego, że jest ich mniej. Może dlatego, że to mało śmieszne. A może po prostu wolimy czytać o problemach innych niż radosnej i zgodnej współpracy. Faktem jest, że nigdy nie trafiłem na wpis, który by chwalił klientów. Trzeba to zmienić. Oto kilku fajnych gości, z którymi przyszło mi współpracować.

Gaduła

5 minut gadamy o sprawach zawodowych, resztę o dupie Maryni
Zatweetuj

Słyszałem z różnych źródeł, że to raczej męczący człowiek. Nie wiem, co mieli na myśli, bo w kwestii zawodowej jest dosyć konkretny, nie robi problemów, nie wymyśla tysiąca poprawek i raczej płaci w terminie. Jako jedyny w przypadku opóźnień dzwoni do mnie wcześniej i powiadamia. Za to telefony od niego... Panie! Gdy tylko widzę, że dzwoni, rezerwuję sobie co najmniej pół godziny czasu. 5 minut na sprawy zawodowe i reszta na dupę Maryni. Głównie polityczną dupę. Fajnie byłoby się spotkać na piwie (chociaż jest dwa razy starszy ode mnie), ale mieszka daleko i nigdy się nawet osobiście nie widzieliśmy.

Lizus

Nie żeby właził mi w tyłek (w sumie spotkałem się z wieloma wręcz odwrotnymi sytuacjami), ale przy każdej okazji musi mi powiedzieć, jak bardzo lubi ze mną współpracować, jak to fajnie i szybko robię projekty i w ogóle. To „fajnie” to czysto subiektywna ocena, bo nie do końca się z nią zgadam, ale przez grzeczność nie zaprzeczam. Nie wiem, czy ma to na celu wynegocjowanie jakichś rabatów, bo nigdy o tym nie rozmawialiśmy i nigdy o to nie prosił. Ale ceny i tak ma atrakcyjne, bo współpraca przebiega szybko i bezproblemowo a za każde zmiany przeprasza. Czasami aż czuję się głupio.

Sknera ale przewidywalny

Ten dla odmiany zawsze domaga się rabatu i mieliśmy też kilka spięć na tym punkcie. Na szczęście jest prosty sposób z lekkim zawyżeniem ceny, dzięki czemu po odjęciu rabatu ja otrzymuję wypracowaną kasę, jaką chciałem a on jest zadowolony ze zniżki. Mam nadzieję, że tego nie czyta :)

Szybki Bill

Bill budzi się w ostatniej chwili i często trafia w momenty, kiedy jestem nieosiągalny
Zatweetuj

Na ogół budzi się z potrzebą w ostatniej chwili, co jest trochę irytujące, zwłaszcza że lubi trafiać w mój urlop czy inne wyjazdy. Zazwyczaj dzwoni, kiedy jestem akurat na targach i potrzebuje coś od ręki. Na szczęście często okazuje się, że w praktyce może poczekać dzień lub dwa (no chyba, że dopiero zacząłem urlop albo święta u teściów) i nie grymasi, bo nie ma na to czasu. Projekt jest więc akceptowany od ręki, faktura (z doliczonym ekspresem) płacona od ręki i na kilka miesięcy mam spokój.

Zgodny

Pewnie znasz ten typ, który nie wie czego chce, ale „to na pewno nie to”, co zaproponowałeś. I weź tu człowieku wymyśl coś innego (jeden mój znajomy w miesiąc zrobił 30 projektów kalendarza). Ten klient jest całkowitym przeciwieństwem. Co prawda też nie wie, czego chce, ale „to jest to panie Andrzeju!”. Zazwyczaj dostaję od niego założenia techniczne (np. do reklamy prasowej), jakieś hasło, ogólne założenia i „pan zrobi coś fajnego”. Mając już z nim pewnie doświadczenie wiem, że nie oczekuje efektu WOW, żadnych eksperymentów czy fajnych rzeczy. Ma być prosto, schludnie, może nawet nieco konserwatywnie, chociaż często przemycam jakąś nowinkę. Szału nigdy nie ma, nie są to projekty, które wrzuciłbym do portfolio, ale klient zawsze jest tak ucieszony, jakbym właśnie zrobił całą kampanię dla Nike :)

Dwie lewe ręce

Mógłbym się przeprowadzić w Bieszczady z laptopem i zapomnieć o byciu dyspozycyjnym
Zatweetuj

Jak pewnie wiesz, mam swój autorski CMS, klienci go lubią i na ogół sami sobie doskonale z nim radzą. Jest jednak pewna grupa, która albo jest niekumata albo ma to gdzieś i woli, żeby ktoś inny opiekował się ich serwisami. Mi to pasuje, im też, więc regularnie co kilka tygodni dostaję komplet zmian, poprawek, nowych tekstów czy produktów do sklepu. Wprowadzam co trzeba do systemu, liczę czas pracy, wystawiam fakturę, dostaję kasę i czekam na następny rozkaz z Matplanety. Jeszcze kilku takich, żeby utrzymać regularność zleceń i przypływ gotówki i faktycznie mógłbym się przeprowadzić w Bieszczady z laptopem i zapomnieć o byciu dyspozycyjnym. Zlecajcie mi więc budowę serwisów wraz z dożywotnią opieką.

A jacy są Twoi klienci? Napisz o nich jakieś dobre słowa, bo parafrazując klasyka:
Dbajmy o swoich klientów, tak szybko odchodzą

Spodobał Ci się wpis? Udostępnij go w Social Media:
Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na