Dzisiaj jest sobota, 24 czerwca 2017
Adobe StockPobierz Alib CyMeS 7.0 za friko25 cech ludzi silnych psychicznie
Deadline z przytupem

Deadline z przytupem

czwartek, 2016-03-240

Deadline pochodzi z banku zdjęć Fotolia

Czy Wy też tak macie, że jak jest okres posuchy, to wszyscy klienci o Was zapominają, a potem nagle wszyscy na raz zarzucają zleceniami? Zupełnie jakby się zmówili? U mnie to w zasadzie norma. Nie inaczej było tym razem...

Najpierw prawie przez tydzień dłubałem palcem w uchu a kiedy wreszcie dojrzałem psychicznie do ruszenia jakiegoś większego własnego projektu (jakoś tak nie umiem przestawić się z marszu albo dłubać „w międzyczasie”), pojawił się on.

Klient

Co prawda mieliśmy już za sobą jedną drobną robótkę, ale jeszcze daleko było do określenia go mianem „stałego”. Coś takiego może mieć miejsce dopiero po kilku miesiącach regularnej współpracy, kiedy praktycznie rozumiemy się bez słów. Mam kilku takich, którzy w zasadzie tylko rzucają temat resztę ufnie zostawiając w moich rękach. Na szczęście ten nie był z tych, którzy po jednym zleceniu domagają się rabatów.

Tym razem zaczęło się od telefonu w piątek, kilku e-maili i spotkania w sobotę rano. Co prawda weekendy przeznaczam dla rodziny (i wszystkich już tego nauczyłem), ale postanowiłem zaryzykować. Człowiek bez zleceń myśli zupełnie innymi kategoriami niż ten, który z nimi nie wyrabia. Teraz na przykład z miejsca olałbym sprawę albo umówił się normalnie na wtorek.

Konferencja już za dwa tygodnie

Nie ma ryzyka, nie ma zabawy. A wyzwania są fajne. Spora zaliczka również motywuje.
Zatweetuj

To miała być szybka robota. Jedna broszura, plakat i zaproszenie. Z miejsca powinien mi dać do myślenia brak materiałów źródłowych, jakieś logo, kilka fragmentów wyrwanych z kontekstu i sprzeczne założenia odnośnie wyglądu. Nie było zupełnie z czego składać. Czyli na dzień dobry byliśmy tydzień w plecy. I to ma być szybka robota? No ale wiecie, brak zleceń... myśli się inaczej. Zresztą nie ma ryzyka, nie ma zabawy. A wyzwania są fajne. Spora zaliczka również motywuje.

konferencja

Konferencja pochodzi z banku zdjęć Fotolia

Z naukowcami pracuje się ciężko

Co prawda jeszcze gorzej z artystami, lekarzami i prawnikami. Nie polecam. Ale o ile tamci zazwyczaj wiedzą, czego chcą, to naukowcy  do ostatniej chwili nie potrafią nawet zorganizować kompletu materiałów. Wiem, bo moja żona należy do tego szacownego grona (mam nadzieję, że tego nie czyta). Często przynosi mi materiały w ostatniej chwili (zazwyczaj niekompletne) i oczekuje, że rzucę wszystko i złożę jej to w pół godziny. A tak się nie da. Jeszcze pół biedy, kiedy robi coś sama, bo już wie, że musi przyjść do mnie odpowiednio wcześniej. Ale gdy w grę wchodzą osoby trzecie, wtedy nockę mam do tyłu.

Do tematu wkroczył szef wszystkich szefów i w jednej chwili cofnęliśmy się o tydzień
Zatweetuj

Tak więc przez większą część czasu broszurę składałem „na głupa”, wciąż zmieniały się koncepcje, bo było kilka osób decyzyjnych, każda chciała inaczej i zamiast najpierw dogadać się między sobą, zarzucali mnie sprzecznymi wymaganiami. Kiedy wydawało się, że temat zakończony (drukarnia już od kilku dni mnie naciskała, kilka razy wysyłałem im pliki produkcyjne i za każdym razem druk był wstrzymywany), do tematu wkroczył szef wszystkich szefów i w jednej chwili cofnęliśmy się o tydzień. Ostatecznie pliki do druku poszły, gdy konferencja trwała w najlepsze, ale to podobno norma w tej branży (tak mi powiedział znajomy z drukarni). W sumie mnie to rybka, bo...

naukowiec

Naukowiec pochodzi z banku zdjęć Fotolia

Skrupulatnie liczyłem każą minutę

Śmieszne było jedno z pierwszych pytań klienta odnośnie kosztów. Śmiesznie bym się też wkopał, gdybym próbował je oszacować. Na szczęście doświadczenie nauczyło mnie nie podawać nawet widełek, jeśli nie wiem, co jest do zrobienia. Bo czas pracy przekroczył nawet moje najśmielsze założenia. Dwa weekendy poszły się jeb... szczotkować (oczywiście liczyłem je podwójnie - nadgodziny to nadgodziny). W międzyczasie okazało się, że do zrobienia są kolejne rzeczy o których wcześniej klient nawet się nie zająknął: baner, prezentacje wideo, gadżety, notesy, identyfikatory i jeszcze trochę. I ja to miałem wycenić na początku? Ech...

Nadeszła najpiękniejsza chwila

Czyli wystawienie faktury. Ja wiem, że racja jest po mojej stronie, ale zawsze w tym momencie się boję, że klient będzie marudził. Może dlatego, że wielokrotnie przechodziłem takie sytuacje (często też o nich czytam) i wcale nie są miłe. Łatwo się mówi, żeby wystawiać i nie pierniczyć się. Ale w praktyce nie wygląda to tak różowo. Bywają pyskówki i negocjacje (w tym nie jestem dobry). Można stracić klienta (czasami z korzyścią, czasami jednak szkoda). Można w ogóle przejebać sprawę, bo klient uzna, że nie ma umowy, nie ma zlecenia, nie ma płatności.

Nie codziennie zarabia się dwumiesięczne średnie dochody w dwa tygodnie
Zatweetuj

Zaraz pewnie jeden z drugim napisze mi w komentarzu, że bez umowy nie powinienem nawet włączać komputera. Owszem, tylko na jakiej podstawie ją sporządzić, skoro praktycznie do ostatniego dnia wszystko się zmieniało? Trochę chujnia, więc nie dziwcie się, że się bałem.

Na szczęście klient „poczuł się” i bez słowa uregulował należność. I to w ciągu jednego dnia. A sumka też była ładna. Nie codziennie zarabia się dwumiesięczne średnie dochody w dwa tygodnie.

I teraz pojawia się dylemat.

Kasa ładna. Ale praca strasznie wyczerpująca. Czy przy następnej takiej akcji brać zlecenie czy jednak rodzina ważniejsza?

Spodobał Ci się wpis? Udostępnij go w Social Media:
Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na