Dzisiaj jest sobota, 24 czerwca 2017
Jak nie tracić czytelników bloga25 cech ludzi silnych psychicznieSklep z koszulkami
Człowiek-orkiestra - czy warto?

Człowiek-orkiestra - czy warto?

poniedziałek, 2010-03-010

Grafika na baner pochodzi z serwisu Fotolia.pl

Mówi się, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Łatwo wyciągnąć z tego wniosek, że najlepiej mieć jak najwęższą specjalizację. Czy aby na pewno? Zapraszam do przeczytania trochę przewrotnego tekstu i dyskusji...

Poniekąd zgadzam się z powyższym stwierdzeniem. Wiadomo, że jak ktoś się zajmuje wieloma dziedzinami, to siłą rzeczy nie starcza mu życia, żeby wszystkie poznać dogłębnie. Szybkość, z jaką żyjemy, nie pozwala na ich spokojne poznawanie. Jeśli chcemy się wyróżnić w społeczeństwie, to musimy być ekspertami. Zresztą to dotyczy nie tylko nas ale także np. programów komputerowych. Malutkaƒ „pchełka” do konkretnego zadania będzie o wiele wydajniejsza niż kombajn, który gra, buczy i jeszcze loda robi. Jako przykład mogę podać program do wypalania płyt: Infra Recorder kontra Nero. Płyt audio nie nagrywam (a jeśli już to pliki mogę sobie przygotować w innym specjalizowanym programie), okładki na CD mogę przygotować w Illustratorze. Program do nagrywania ma przede wszystkim nagrywać.

O czym gadać z Amerykanami? O promocji w McDonaldzie?
Zatweetuj

Wracając jednak do ludzi. Zajmowanie się wszystkim na raz - źle. Ale trzymanie się tylko i wyłącznie swojej własnej, wąskiej specjalizacji też nie jest dobre. To strasznie ogranicza. Doskonałym przykładem są Amerykanie, którzy już od dawna trzymają się zasady wąskiej specjalizacji. O ile w swojej branży mogą być ekspertami (mogą ale wcale nie muszą) o tyle w innych sprawach nie wiedzą zupełnie nic. I o czym tu z takim pogadać? O promocji w McDonaldzie?

Jako że moja branża to grafika i internet, to często spotykam się ze stwierdzeniem, że grafik nie musi umieć programować, a programista powinien design zostawić grafikowi. A tak w ogóle to powinno być och trzech: grafik (do designu), webdesigner (do pocięcia grafiki do HTML i CSS) oraz webdeveloper do oprogramowania tego. No super, więc skoro ja się zajmuję wszystkim to znaczy, że jestem do niczego? Ciekawe, że klienci mają inne zdanie na ten temat. Chociażby z tego powodu, że płacą mniej a otrzymują wcale nie gorszy produkt. Owszem, aplikacji bankowej bym nie ogarnął, ale większość serwisów i sklepów bez problemu.

Czasem sobie myślę, że taki Leonardo da Vinci nie miałby dzisiaj lekkiego życia. W końcu zajmował się tyloma różnymi dziedzinami. I jeszcze był w nich ekspertem! Zara ktoś mi powie: „ale ty nie jesteś Leonardo da Vinci”. Faktycznie, nie jestem. W końcu jestem sobą. I co, jestem przez to gorszy? A skąd ktoś może wiedzieć, że mu nie dorównam? W końcu na przestrzeni wieków było wielu ludzi, którzy również nie byli Leonardem. A jednak dzięki ich szerokim zainteresowaniom, doszli do czegoś i historia ich zapamiętała. Edison też przecież nim nie był.

Leonardo da Vinci nie miałby dzisiaj lekkiego życia
Zatweetuj

Przyznaję, nie mam takich aspiracji. Przynajmniej na chwilę obecną (w przyszłości może się to zmienić). Ale zajmowanie się wieloma dziedzinami (niekoniecznie zawodowo) pozwala mi rozszerzyć horyzonty. Zainteresowania literackie pozwalają mi poszerzyć słownictwo i elokwencję, co się przydaje przy rozmowach z klientami. Fotografia pomaga opanować kadr i kompozycję. Muzykowanie... łagodzi obyczaje :) Do tego dochodzą zainteresowania ogólne z fizyki, chemii, biologii. Czasami się przydaje, chociażby żeby mieć temat do rozmowy albo zrozumieć klienta działającego w danej branży. W praktyce ta wiedza wielokrotnie mi się przydała.

Poza tym każda czynność i ćwiczenie rozwija. A istotne jest, żeby rozwijać umysł wszechstronnie, obie półkule i wszystkie jego obszary a nie tylko jakiś wąski wycinek.

Nie muszę i nie jestem we wszystkim dobry. Jest jednak taki stary dowcip:

Jasio chwali się mamie.
- Na koloniach bez większego wysiłku wygrywałem z mistrzem turnusu w szachach i z mistrzem turnusu tenisa.
- Jak ci się to udało?
- Z mistrzem tenisa grałem w szachy a z mistrzem szachowym grałem w tenisa.

Tajemnica tkwi w tym, żeby umieć z danej wiedzy w odpowiednim momencie skorzystać.

Spodobał Ci się wpis? Udostępnij go w Social Media:
Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na