Strona głównaFacebookTwitterInstagramRSS
Dzisiaj jest środa, 29 marca 2017
FotoliaBlogerze, nie bądź frajerem!JAKIE błędy popełniamy w Corelu?
Corelowe świecenie

Corelowe świecenie

wtorek, 2009-05-190

Zwolennicy i przeciwnicy Corela są zgodni przynajmniej w jednej, niezwykle istotnej sprawie. Oczywiście chodzi o przygotowanie plików do druku, zwanych naświetlaniem czy kręceniem PostScriptów. Czy to faktycznie aż takie poważne i niebezpieczne? Tekst będzie raczej długi, więc jeśli temat Cię interesuje, przygotuj się na dłuższe czytanie.

Na wstępnie chciałbym zaprosić do innego tekstu o Corelu, jako że są ze sobą związane. Część informacji powtórzyłem, ale myślę, że dobrze znać oba.

Ja osobiście Corela lubię za jego szybkość i intuicyjność. Byś może wynika to z faktu, że poznałem go na długo przed Illustratorem i wciąż, jeśli chodzi o edycję krzywych, czuję się w nim dużo lepiej. Dochodzi do tego, że jak mam do zwektoryzowania logo, to odpalam Corela, robię co trzeba i dopiero potem kończę pracę w innym programie. Ale nie o tym chciałem.

Każdy bardziej zaawansowany grafik, odchodzi od Corela i przesiada się w pełni na soft firmy Adobe. Nic w tym dziwnego, bo to właśnie ona opracowała język PostScript czy popularne PDFy, które wysyła się do druku. No i w wielkim świecie jest to bardziej uniwersalny format. Ja już nie wyobrażam sobie składania ulotki, czy folderu w czymś innym niż InDesign. Przynajmniej wiem, że nic się nie posypie (w mojej ponad 8-letniej karierze posypało się raz, ale tez projekt mocno zamieszałem).

Są jednak ludzie (sam z nimi pracuję), którzy wolą męczyć projekt w Corelu (naprawdę, mimo iż zaprojektowanie go i złożenie w InDesignie zajęłoby o połowę mniej czasu) a potem z niego wypuszczać naświetlenia. Czasami też ja muszę dokończyć tą robótkę i wtedy załamuję się na całego - kilka razy po prostu zrobiłem projekt od nowa w InDesignie.

W czym problem?

CorelDraw od zawsze sprawiał problemy, no chyba że się wie jak im zaradzić
Zatweetuj

Corel od wieki wieków ma problemy z naświetlaniem. Nie dołącza czcionek, psuje efekty i wiele innych. Rozumiem, że wiele lat temu coś nie do końca działało, ale ludzie! Od tamtej pory mamy kilka nowszych wersji i... wciąż jest źle! Ale znając pułapki, możemy starać się je obejść. Zazwyczaj z dobrym skutkiem.

Cebula ma warstwy i Corel ma warstwy

Bardzo ważna rzecz, o której zapomina wielu (nie tylko początkujących) grafików. Uważają, że dbanie o warstwy to zbędna strata czasu. Owszem, gdy się robi jedno logo. Przy składaniu publikacji pozwalają oszczędzić wiele czasu, a nawet pieniędzy. Warstw może być dużo, jednak zazwyczaj wystarczą trzy:

  • teksty i krzywe
  • bitmapy
  • tło

Po co to komu?

Otóż tak. Corel nie dołącza czcionek i nie radzi sobie z efektami specjalnymi. Czcionki trzeba krzywić, bitmapy i efekty spłaszczać w jedną bitmapę (najlepiej z tłem). Pomijając możliwość wyłączenia niektórych warstw i pracy np. tylko z tłem. Po wyłączeniu krzywych można jednym skrótem zaznaczyć wszystko i zamienić na mapę bitową (nie trzeba klikać obiektu po obiekcie i omijać teksty). Z drugiej strony jeśli chcemy skrzywić teksty, to nie możemy mieć zaznaczonej ani jednej bitmapy (inaczej krzywienie nie zadziała). Wtedy też wystarczy zostawić tylko warstwę z krzywymi i tekstami, zaznaczyć wszystko i voila. Strata czasu? Nie sądzę.

Dobra wiadomość dla posiadaczy wersji X3. Teraz bez problemu można skrzywiać teksty akapitowe - kiedyś był na to jakiś specjalny patent, kumpel nawet mi go kilka razy pokazywał, ale nigdy nie nauczyłem się tego robić. Zresztą rzadko używałem tekstów akapitowych

Efekty fajne są ale nie dla każdego

Ale nie w Corelu. Wystarczy porównać cień np. z Illustratora. Nie wiem dlaczego, ale wielkość cienia zależy od wielkości obiekty lub np. rozdzielczości bitmapy. Dobrze, że w X3 cienie są już w trybie mnożenia, bo wcześniej przy naświetlaniu wszystkie kolory pod czarnym cieniem były wybierane - bez kombinowania się nie obeszło.

Jeśli chodzi o naświetlanie, to z cieniami osobiście jeszcze nie miałem kłopotów, ale już z przezroczystością jak najbardziej. Tu nie pozostaje nic innego, jak spłaszczyć obiekt zawierający przezroczystości z bitmapami. Inne efekty, jak metamorfozy czy głębia dobrze oddzielić i zamienić na krzywe.

Kadrowanie to ZUO!

To sprawa niezwykle istotna, bo sprawa jeszcze więcej problemów niż przezroczystość, a niezwykle łatwo to przeoczyć. NIGDY, ale to NIGDY nie kręćcie PostScripta z projektu zawierającego elementy umieszczone w kadrach!!! W 99% coś się posypie.

Nie ma to jak dostać projekt "gotowy do druku" i mieć przez to kłopoty
Zatweetuj

Nie tak dawno koleżanka dostała "gotowy" projekt tylko do wysłania do druku. Oczywiście wszytko na wczoraj, więc na szybko zerknęła, czy kolory są OK, czcionki w krzywych i poszło... A potem się okazało, że logo (bitmapowe) było umieszczone w kadrze, nie mam pojęcia dlaczego, bo nie zachodziła konieczność kadrowania. A na wydruku zrobił się piękny deseń z logotypów umieszczonych sąsiadująco (coś takiego można zrobić z na tapecie Windowsa). Innym razem (to już wiele lat temu było) zdjęcie odwróciło się do góry nogami. Przy czym w PDFie podglądanym w Acrobacie wszystko było OK, posypało się dopiero na RIPie.

Tak więc pamiętajcie, żeby co się da to przycinać a nie kadrować, a bitmapy szparować i docinać w Photoshopie. Ostatecznie spłaszczać kadr z resztą bitmap.

Uważaj z nadrukowaniami

Drukarnie są lepsze i gorsze. Ja mam szczęście/nieszczęście pracować z jednymi i drugimi. W tych gorszych rzadko zdarza się IDEALNE spasowanie kolorów. Mogą więc wystąpić problemy z czytelnością drobnych testów znajdujących się na jakimś tle. Ale wystarczy pamiętać o dwóch zasadach:

  1. Im mniej kolorów składowych tym lepiej. Zresztą do drobnych tekstów najlepiej użyć po prostu czarnego koloru
  2. ZAWSZE nadrukowywać. Dzięki temu kolor tła nie będzie wybierany i w razie ewentualny przesunięć blach nie pojawią się białe obwódki

Można też włączyć w opcjach drukowania "czarny zawsze nadrukowany", ale jak sama nazwa wskazuje, dotyczy to tylko koloru czarnego. Więc jeśli nawet użyjemy 90% nasycenia czerni to już nadrukowania nie będzie. Lepiej więc nad takimi sprawami panować osobiście.

Znaczniki drukarskie tylko ręcznie

Coraz więcej nowoczesnych drukarni samodzielnie przygotowuje impozycje, za co chwała im i respekt. Im wystarczą tylko znaczniki cięcia. Są jednak takie, którym trzeba robić wszystko a potem okazuje się, że o 2mm coś jest źle i potem po odwróceniu papieru nie mogę czegoś spasować. Takim trzeba robić wszystko: i znaczniki cięcia i punktory i koloratki. A jeszcze jak się nie dogadasz z drukarzem i koloratki umieścisz w złym miejscu... Ech... Potem wszystko to wina grafika.

Nie polecam korzystania z Corelowych automatycznych znaczników. Nie znam nikogo (z zawodowych grafików), którzy by z nich korzystali. Są za duże, ułożone w złym miejscu i w ogóle. Najlepiej przygotować sobie własne znaczniki i umieszczać tam, gdzie trzeba. Polecam zrobienie gotowca, który można zaimportować do projektu i ewentualnie dopasować do konkretnych potrzeb. Pamiętajcie, żeby przynajmniej punktorom dać kolory paserów. Często znajomy drukarz skarży się, że dostaje je tylko w kolorze czarnym. Spoko, na monitorze widać, ale po rozseparowaniu są 4 lub więcej klisz. A punktory są właśnie po to, żeby je spasować. Jak więc spasować klisze, na których punktorów nie ma?

I na koniec...

Sporo tego wyszło. Nie będę więc już dalej przynudzał, bo pewnie ziewacie znając temat od podszewki (tylko dlaczego wciąż dostaję "gotowe" projekty z całą masą błędów?).

O drukowaniu napiszę więc następnym razem.

Miłego dnia życzę i jak najmniej błędów przy kręceniu PostScriptów!

Spodobał Ci się wpis? Udostępnij go w Social Media:
Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na