Dzisiaj jest sobota, 22 lipca 2017
Sklep z koszulkamiDLACZEGO tak szybko oceniamy?Więcej szczęścia niż rozumu
Co jest ważne w projektowaniu?

Co jest ważne w projektowaniu?

czwartek, 2017-05-040

Moje wykształcenie nie bardzo ma związek z tym, czym się zajmuję zawodowo. Nie kończyłem żadnych szkół plastycznych, nie umiem nawet za bardzo rysować. W zasadzie to jestem inżynierem po Politechnice. Czy w takim razie powinienem zajmować się grafiką? Niektórzy twierdzą, że nie.

Grafika tytułowa pochodzi z banku zdjęć Fotolia

A jednak jakoś daję radę

Nie żebym był w temacie jakoś specjalnie dobry, ale w branży siedzę już jakieś 16 lat i nie zanosi się na to, żebym musiał się przebranżowić (chociaż od czasu do czasu chodzi mi to po głowie, ale raczej z powodu chęci spróbowania czegoś nowego).

#Artyści łamią zasady „wyrażając swoją ekspresję”, ale w #reklamie to się nie sprawdza
Zatweetuj

Przez lata pracy (zwłaszcza w agencjach) zauważyłem, że lepiej się tu sprawdzają osoby techniczne niż artystyczne. Oczywiście talent, zmysł estetyczny, kreatywność czy nieszablonowe myślenie są jak najbardziej ważne, ale w reklamie są pewne zasady, których nie wolno łamać a artystów w szkołach podobno właśnie uczą, żeby to robili „wyrażając swoją ekspresję”. Może ma to sens w sztuce ale nie grafice użytkowej. Technicy z natury lubią trzymać się wytycznych, są dokładni i precyzyjni, co też jest ważne.

Miałem okazję pracować z jednymi i drugimi i w zasadzie tylko jeden koleś po ASP idealnie sobie radził jako grafik w agencji... Ale on jednak wolał malować obrazy, gdzie mógł wyrazić swoją ekspresję. Szkoda, bo robił naprawdę świetne projekty. A pozostali? Szkoda gadać...

artysta

Artysta pochodzi z banku zdjęć Fotolia

Papier czy portfolio?

Odpowiedź jest oczywista. Aczkolwiek pracowałem w jednej agencji, gdzie krzywo patrzono na brak dokumentu ukończenia szkoły artystycznej. Mi się udało, bo miałem spore doświadczenie (poparte referencjami poprzedniego pracodawcy), poza tym na gwałt potrzebowano grafika.

W jednej #agencji posunęli się do #mobbingu, w końcu uwolnili mnie od swojego towarzystwa ;)
Zatweetuj

A jednak przez pół roku na każdym kroku usiłowano mi udowodnić, że umiem mniej od tych, którzy papierek posiadali. Nie bardzo im to wychodziło, więc posunęli się do mobbingu i w końcu uwolnili mnie od swojego towarzystwa, co wyszło mi tylko na dobre.

Na szczęście w innych miejscach liczyło się już tylko doświadczenie i portfolio.

A teraz to już w ogóle nikt nie pyta, jakie szkoły kończyłem i czy mam na to dokument. Klienci przychodzą głównie z polecenia a niektórzy nawet na stronę z portfolio nie zaglądają. Myślałem co prawda, żeby zrobić jakiś certyfikat Adobe czy coś, ale doszedłem do wniosku, że to tylko zbędny koszt, umiejętności mi specjalnie od tego nie przybędzie a i tak nikt nie zapłaci mi więcej tylko dlatego, że w ramce wisi kartka z pieczątką.

Może Cię zainteresuje także wpis: Zalety i wady bycia freelancerem

Co jest tak naprawdę ważne?

Uważam, że pasja jest dużo ważniejsza niż ukończone szkoły. Co z tego, że ktoś ma papierek, chociaż tak naprawdę nie czuje i nie chce poczuć tematu? Wielu „artystów” z którymi miałem styczność, wybrało taką a nie inną szkołę, bo umieli (albo tak im się wydawało) rysować i nie mieli pomysłu na przyszłość.

#Artysta to nie byle chłystek, więc wszystko wie najlepiej, koniec, kropka a #klient się nie zna
Zatweetuj

Niestety współpraca z nimi była niezwykle ciężka. Wydawało im się, że wszystko wiedzą najlepiej (wiadomo, „artysta” to nie byle chłystek) i w ogóle nie przyjmowali do siebie uwag klienta. Po prostu robili coś po swojemu i to było najlepsze, koniec, kropka. A klient nie jest artystą, więc się nie zna. I to był często jedyny argument.

Co innego pasjonaci. Oni braki warsztatowe nadrabiają ciężką pracą, ciągłym kształceniem i zaangażowaniem. Miałem przyjemność pracować z jednym gościem, również po Politechnice, ale z innego rocznika. To, co potrafił zrobić tylko przy pomocy myszki i Corela (Illustrator nie był wtedy w modzie), to po prostu cudo. Z żalem muszę się przyznać, że takiego poziomu nigdy nie osiągnę.

designer

Graficzka pochodzi z banku zdjęć Fotolia

Amator czy zawodowiec?

Wiele lat temu czytałem jakiś artykuł, gdzie padło takie pytanie, chociaż odnośnie fotografii. Kto będzie robił lepsze zdjęcia? Tu też odpowiedź wydaje się oczywista chociażby z samego znaczenia słów, ale tak nie jest.

Zawodowiec to ktoś, dla kogo fotografia jest po prostu zawodem, pracą. Wcale nie musi jej lubić, po prostu ma opanowany warsztat i robi swoje. Zazwyczaj przez lata na jednym poziomie. Taki trochę automat.

Amator natomiast ma dwa znaczenia. Pierwsze (to bardziej oczywiste) oznacza osobę robiącą coś nieprofesjonalnie. Drugie natomiast oznacza miłośnika, pasjonata. Ktoś taki będzie chłonął każdą wiedzę na dany temat, rozwijał swoje umiejętności i z pewnością po pewnym czasie prześcignie zawodowca. Tylko co z tego, skoro zawsze będzie „tylko amatorem”?

Zajebiście jest móc pracować w zawodzie, który się kocha
Zatweetuj

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby być jednym i drugim. Zajebiście jest móc pracować w zawodzie, który się kocha.

Ale prawdę mówiąc nigdy nie spotkałem osoby, która zgodnie powiązałaby pasję, zawód wyuczony i wykonywany (chyba tylko ten wspomniany już znajomy po ASP, który wrócił do malarstwa). Przecież nawet ja, chociaż robię to co lubię (i jeszcze mi za to płacą), nie ukończyłem żadnej szkoły kierunkowej.

A Ty znasz kogoś, kto połączył te trzy rzeczy?

Spodobał Ci się wpis? Udostępnij go w Social Media:
Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na